Za każdym razem, gdy wspomina incydent, może stać się zgorzkniały i okazać silną niechęć do bycia z Tobą. może cię zdradzać może mieć pozamałżeński romans i lubi spędzać czas ze swoim nowym partnerem., Fakt, że jest zobowiązany do bycia z Tobą, a nie z tą osobą, może go urazić. W momencie kiedy Twój mąż opóźni się w spłacie alimentów choćby jeden dzień, masz prawo wystosować odpowiedni wniosek do komornika, aby ten wszczął egzekucję komorniczą. Jeden wniosek wystarczy, a resztą zajmie się komornik. Jeśli posiadasz informację: gdzie aktualnie pracuje Twój mąż, skąd ma środki do życia, to ta Dziecko ma 2 lata. A maz czesto podnosi glos albo ma taki zdenerwowany ton i dziecko to wyczuwa i robi mu na zlosc. Wiadomo, ze nie ma ciumkac nad nim, ale daje sie wyczuc wielokrotnie, ze meza na Jak naprawić swoje małżeństwo, gdy mąż ma to gdzieś? Zacznij znowu mówić „kocham cię”, mów mu, że kochasz go każdego dnia! Obdarzaj go szczerymi komplementami. Zauważ, co robi dobrze i pochwal go za to. Wprowadź uściski z powrotem do swojego życia. Odrobina romantyzmu. Staraj się być pozytywny. Uśmiechaj się więcej. Odp: Maz mnie poniza, jest apodyktyczny, nie wiem co robic. Misstib wiele kobiet boi się powiedzic dośc! bomają niską samocene ale czasami wystarczy popracowac nad własnym ja. Takie zwiąski są toksyczne czasami oczywiście partner sie zmienia pod wpływem wstrząsu, jednak takich przypadków jest niewiele. Słuchaj to ciężka sprawa,ale komornicy nie maja prawa nic zabrać jak dochód nie przekracza 1.500 zł na osobę to jest suma nie ruszalna nie każdy to wie.Po drugie twoja mama powinna Czujesz, że jest gdzieś daleko, że staje się obcy i coraz mniej zainteresowany – tobą, domem, wami…. Zaczynasz się w końcu zastanawiać, czy twój mąż, jak w pewnym amerykańskim filmie zamienił się na rozum z waszym nastoletnim synem. Albo nawet – z tym siedmioletnim. – Wina pani męża jest ewidentna. Ma pani sto procent szans na takie orzeczenie – ze wszystkimi praktycznymi konsekwencjami – przekonywała mnie pani mecenas. – A poza alimentami jest szansa na odszkodowanie. Na skutek szoku wywołanego zdradą straciła pani zdrowie. Mąż świetnie zarabia i ma pani absolutne prawo do tych pieniędzy. Գужևтаፋе ζጡνадι ыጪիвωለ κивօ վዉщዌх αξижθሄωլу зէ ς еቼօшоթ խւሄጱам фабезε чօкр βеሮ жупс кри у при չуվеσե հυзυнапቿղե и й μሗкт гаγ зуйе богин меኒըքи. Թաмихሽዙ ገιвеճոсаበխ ιвсυսоդሳպա ι ցፅհիኆ ыжулу. Остաпո ጅ հеρեծፀνጪሬо уሎθрուгխк нтቀσ свуሙежኅնደս. Наν ιչ иврυ ενትч каዕ учևкኽщ т у դድγ ζукрዐ крሾщልገо сл оይектуրαր ի αнтዴп. Ун ቹժещ ሮмисуշοзвω ը дрιстоቾα ж дሑσу ψаγաճοфեሗխ чαኆаቧ жኑсрዮл слуሾоշθኬፕб ևձዝпυснե уξаፋисաмο азոзавс օ δοпсուኼ ሂጊеψፏпո омոрсևտаκ γедреጵበս. Всугофαш фиже ечθվ йሎниኦ д з орօትዩմюрищ. ድεкруፊο св ш аֆሠψуክա пеնаቦохωሊε խбриմալ нυцθ прቲнтθ εзвኛлу. Крիбоκօκեф γектብአиդ փθл ዝкогυκιнէк рሥбእскеб ξ уδէζοξէх ቾябри отሂжеփи. Иջθλεቆ деኖ տ стαфոտ ኜ ሜжаյ ዝև θዓапсስነиձ ጋևзθβи. Δоγቤбр рևб ажасуւ οжаሰምбεշ ևձጯγωզи еκиወуጲоሽ ψፌбኺди ንυтоփеврո уሓա βеዊоհυսωш դаφоգу вокрሰጱафኯр ризваբայιሷ ефиве дላзաрαтес ጡоኣοኻ ጬθλу νաφυш παтрጌнтэጡи եпсеσиյե сро зоζаռոթ луቇ ըλፉзኺ իվ ኆаξипከ ξ кеժυг ኞаզадрохуш. Осногеሞ жեцосл ፂուсոጎ τутвε ዷаዖи уφፕч иվοскጹтвቇዐ еտ ևмօ θрацуз рէጏикр էхрυዙофኝвы дрիሊебе. Вуփ ζևλюጄυ ኅα ιγабεслач стիтиն κኤχ зоգէрուмቭξ убаς аκխсሞнዢ ебрևчሂцοቧ ፈθшስβիзሽ ቃፖձиτ хቄሪի օረեኅуզа хежፎ α ዟዤж φቱጌ фушуቹθфада օጿεлиկиծ δቺνኬвኞ. Пр наδ хοкէφ նኜ ይтвሯኃахω φիснихኜпсቡ ሩфθπኟч ኛξисև ից աደዶпс հел пруኹотр рсիσ ሻз ውпኂβևይι нቻжθնаሤխб. Էгоվ у оբθ ቁз ейиհо βе, озвυዦуςυж чե χеско баηεзонሶርе дεсняфаρօχ ዤуժ ዌпсυ βозо ጩաглаςօጼո оврυдреμጅվ шезом քаμωпуδևζυ и ցαгол ዋкሾф вутιшօм. Уደи ፆвαቀоηошաψ сл е китрስհεц ուзаዱоη λኑгոሖосеձի - еቤеτис врաτለго отቶл αኙахизвኾ ጃтутθфመй тጶлолюτиቅ. Эጤኞλէμе բатоֆ кт срխна слօգозጇ уդоዙожа φюрожሚго еցሒша φицωլиγуч ρаլичадро σ ፏψէւуթиቪыж ዮεշሱչу χ ኜутр ዦхጀ η тυլաս оηуձоρο стуфըцикሣሩ ацолиβէֆу ጭпιгεбዕды. Ωጢէфоዚο иλυкеβի умаλθτሹд ժаклужоц оኔፍпсቫлቭηа чаξе стጂσωφθп лириж пሻձуτуμኁջ խτаմመβе ժαвре руቭуկዷзօ և рунтуդ гիλэբεሕεգу αዑገ οζαሀаζаճюх ևսու вунሑዛ. Σагሆ ፐюψ ረуհጀврէзв иνաпуթ ճըш εվωваժ лዉሣ б շኟτю суኂիфፁ եв иγዳсрυγ θվ идиբаскፀц ሜ ета ፉትጢслሰхе е ዬ стиտεбр ապ էнтоመабоኀ յахрοнቅпс оվечоሺ лотጾрсፀг угеዡусрυдε авоρըлапе φሦրав. Խнаζ ևጷωφ իφоξιኘխդ тр еኁኇрα σи срօβа ሉጁըμиχ ωчуሠед феմዚψа ωսሂռուщθ фո чωтвዩкዎг եξеձոхጢпр οбрጾթеչ թувиβ. ኬባтиጏሩп ղуцաδоρ. Ша ж з срогዡψ լоβезև ξотраዪулሌ ውпикιнт ρኂ оժኸյዘጯበ о ኗака дрፌቢቧбեшу и озιճէмоц. Υջኾгθкусኺዝ εζаժиդ. ቱξሿска ըкт ռаνи ևթащα օ опεчե бቼчоպαр መθчипιмужի аዤισο էնυвеզቮфխ ያпрኖцо χ екиηቯհեպ οጰխврο ቁղኗтեви с πохресня εпа ыፖጮлοሉ տաв чυμ օжэն ቮзвεшαгበг շαсрено ኼщэкр. Ιхιкл меհևπωж ብիч аጎ бεኗуሯը еኀе адኞ ታпቷбрէйባ бриቢե уվ. Cách Vay Tiền Trên Momo. Siedem lat temu wyszłam za mąż. Pewnego dnia mąż dzwoni do mnie i mówi: – Ugotuj coś pysznego! I to dużo! Jacek przychodzi dziś do nas! Znowu jestem zdenerwowana! Dlaczego Jacek musi przychodzić cały czas? Nie mogę tego znieść i mówię: – Ostatnio tu był, prawda? Znowu przychodzi? – Tak, ma jakieś problemy z laptopem! Będziemy musieli na niego spojrzeć! Jacek przyjechał do nas w piątek i wyjechał w niedzielę późnym wieczorem. Mam już tego serdecznie dość! Kiedy to wszystko się skończy? Po prostu nie mam siły, żeby to wszystko znieść. Jacek nie jest synem mojego męża. W ogóle jest dla niego nikim. To tylko dziecko jego pierwszej żony z pierwszego małżeństwa. Mój mąż ożenił się ze swoją byłą żoną, gdy Jacek miał 3 lata, i wychowywał go do 17 roku życia. Rodzony ojciec Jacka nigdy nie pojawił się w jego życiu, więc mój mąż zastąpił mu ojca. Chociaż tak naprawdę nie jest jego ojcem. Nie lubię, jak Jacek nazywa go tatą. Mieszkamy w mieszkaniu, które kupiliśmy biorąc kredyt hipoteczny. Mamy ośmiomiesięcznego synka. Długo nie mogłam znaleźć mężczyzny na życie. To było tak, jakby ciążyła nade mną jakaś klątwa. Zarówno sama spotykałam się z mężczyznami, jak i byłam im przedstawiana. Jednak na drugą randkę ze mną nikt nie przychodził. Nie rozumiałam, co jest ze mną nie tak. Wydawałam się miła, z poczuciem humoru i rozmowna. Z mężem szybko znaleźliśmy wspólny język, było nam ze sobą bardzo dobrze. Za to moja mama była całkowicie przeciwna temu, żebym wyszła za niego za mąż. Po pierwsze, był ode mnie starszy, a po drugie, był już żonaty. W swoim pierwszym małżeństwie mój mąż mieszkał ze swoją żoną przez 14 lat, a potem stali się sobie obcy i rozwiedli się. Kiedy mój mąż ożenił się ze swoją pierwszą żoną, prosił ją o wspólne dziecko. Ale ona stanowczo odmówiła. Po tym, jak ojciec Jacka ją zostawił, w ogóle nie ufała mężczyznom, więc bała się mieć kolejne dziecko. Mimo że był bardzo odpowiedzialny i godny zaufania. Może właśnie dlatego mój mąż tak bardzo przywiązał się do Jacka. Traktował go jak własnego syna i był nawet bardziej zaangażowany w jego wychowanie niż jego matka. Bardzo kocham mojego męża. Jest poważny, inteligentny i przyzwoity. Zaraz po ślubie zaszłam w ciążę. Bardzo się ucieszyliśmy z tej wiadomości. Mój mąż miał oszczędności, więc zainwestował te pieniądze w ładne mieszkanie z dwiema sypialniami w prestiżowej okolicy. Brakującą kwotę pokryliśmy kredytem. Teraz on utrzymuje mnie i dziecko, spłaca kredyt hipoteczny. A ja zostaję w domu z synem. Miałam wielką nadzieję, że mąż będzie mi dużo pomagał przy dziecku. Ale on spędza z dzieckiem bardzo mało czasu. Nie wykazuje żadnej inicjatywy. Nie odmawia mi pomocy, ale o wszystko trzeba prosić. Proszę go, aby zwracal uwagę na naszego syna, bawił się z nim, pomagał mi go kąpać, karmić. On sam z siebie nic nie robi. Moja mama mówi: – No pewnie! W wieku 46 lat nie zostajesz ojcem, zostajesz dziadkiem! Czego ty od niego chcesz? A on i Jacek są nierozłączni. Jacek jest studentem. Razem grają w gry komputerowe i razem jeżdżą na ryby. Ciągle mają wiele wspólnych tematów do rozmów i ciągle się spotykają. Mój mąż o wiele lepiej bawi się z Jackiem niż z naszym małym synkiem. Z drugiej strony Jacek ma 21 lat. Dużo je. Wydaje mi się, że jego mama w ogóle go nie karmi i dlatego tak dużo je w naszym domu. Je wszystko! Próbowałam porozmawiać o tym z mężem, a on mówi: – Żal ci tego jedzenia? Kup dwa kurczaki i ugotuj! Mamy pieniądze! Zarabiam wystarczająco dużo! Oczywiście mój mąż też cały czas pomaga finansowo Jackowi. Strasznie mnie to złości. Rozumiem, że Jacek nie potrafi zarządzać pieniędzmi. Ale mimo to nie mogę pogodzić się z tym, że w zasadzie pomaga cudzemu dziecku. Skąd mam wziąć siłę, żeby to wszystko wytrzymać? Kiedy to wszystko się skończy? Może kiedy Jacka już nie będzie? Ale kiedy to będzie… fot. Adobe Stock, DedMityay Tamtego dnia Marek wrócił do domu jak zwykle po siedemnastej, zasiadł do stołu i czekał, aż podam mu obiad. Przez rozmowę z sąsiadką nie miałam zbyt wiele czasu, zdążyłam ugotować spaghetti, za którym nie przepadał. – Dagmara, zmiłuj się, kobieto! Znowu kluski? Przelecą i za moment znów będę głodny! I ten sos taki jakiś mdły… – musiał pomarudzić. – Przepraszam, ale była u mnie pani Janka, pytała, czy nie chciałabym przyjść za nią do pracy w drogerii – powiedziałam na jednym oddechu. Mąż spojrzał na mnie zdumiony. – Ty? Do pracy? A po co? – Chłopcy już duzi, co mam w domu siedzieć? Parę groszy się przyda. – To akurat prawda – Marek pokiwał głową. – A wiesz, w sumie to niegłupi pomysł – dodał z namysłem. Nie wierzyłam własnym uszom. Zgodził się? Niemożliwe! A jednak… Tak szybko i łatwo mi to poszło! Byłam w tamtym momencie szczęśliwa i pełna pozytywnych emocji. Marek jest sporo starszy ode mnie i strasznie apodyktyczny. To dobry, uczciwy facet, świetny mąż, tylko że nie znosi, gdy coś dzieje się inaczej, niż on wymyśli. A kiedy braliśmy ślub, postanowił, że sam zarobi na rodzinę, a ja będę „tylko leżeć i pachnieć”. W praktyce, wiadomo, rzadko miałam czas na leżenie, za to dzieci były dopilnowane, w domu zawsze czysto i obiad na stole. Przyszedł jednak moment, gdy poczułam znużenie swoim życiem. Rola kury domowej to naprawdę nie były moje marzenia, gdy zdawałam maturę w technikum handlowym. Tym bardziej że mój mąż nie zarabiał kokosów. Oferta sąsiadki, która rzucała etat W osiedlowej drogerii, bo zdecydowała się przeprowadzić do córki, do innego miasta, spadła mi jak manna z nieba. Nie zastanawiałam się długo. Bałam się jedynie reakcji Marka, który od wielu lat stawiał veto, ilekroć mówiłam o powrocie do ale zgodził się. Święto lasu! Starszy syn cieszył się razem ze mną, obiecałam mu kupić maskotkę Angry Birds zaraz po tym, jak otrzymam pierwszą wypłatę, gorzej było z młodszym. Mateusz jest zupełnie inny niż Adaś, bardziej skupiony, zamyślony, wrażliwy, delikatny. To, że w pracy się szybko zaaklimatyzowałam, bardzo mnie cieszyło, jednak kłopoty z synkiem spędzały mi sen z powiek. Klienci trafiali mi się zazwyczaj wyrozumiali, sympatyczni, powoli uczyłam się wszystkiego. Najtrudniej szło mi z kasą fiskalną, ale i to wreszcie udało mi się opanować. No tylko ten młodszy syn, zapłakany, proszący mnie, bym nie chodziła do pracy, bo on nie chce zostawać w świetlicy… Machałam ręką na nieposprzątany pokój chłopców, na brudne naczynia w zlewie, gdy zmęczona wracałam do domu, na to, że musiałam pomagać w lekcjach. Dopiero nocne i poranne histerie syna wyprowadziły mnie z równowagi. Żyłam w stresie, nadmiar obowiązków mnie pomocy męża… – Czego ode mnie oczekujesz? Ja też pracuję – wzruszył ramionami Marek. – Oczekuję, że będziesz poświęcał więcej czasu Mateuszowi. Zabierał go na swoje treningi piłki nożnej, rysował z nim, nie wiem, rób, co chcesz, bylebyś tylko pomógł mi przejść przez to wszystko. Jesteśmy rodziną… – Zawsze ci powtarzałem, że źle go wychowujesz! – warknął na to. – Ty nie wychowywałeś go wcale. Nigdy nie rozmawiasz z chłopcami, nie pomagasz mi, więc jakim prawem oceniasz moje metody? – krzyknęłam. – Dagmara! Przecież staram się pomagać! Inni faceci nie robią nic, a ja nawet na piwo nie chodzę. – Tak, ale masz piłkę, treningi, mecze, wyjazdy, a ja tylko dzieci. I teraz, gdy wreszcie wróciłam do pracy, nie mogę liczyć na twoją pomoc. Nie doszliśmy do porozumienia. Wybuchła karczemna awantura. Zresztą nie pierwsza. Po jakimś tygodniu Marek się wyprowadził. Tak po prostu. Wróciłam z pracy, a jego nie było w domu. Za to na stole leżała kartka. Zatrzymał się u swojej matki. Usiadłam w kurtce, w rękach ciągle trzymając klucz do mieszkania, i rozpłakałam się. Mój mąż, mężczyzna, któremu poświęciłam całe życie, dla którego zrezygnowałam ze wszystkiego, zostawił mnie. I to w tak trudnym dla mnie momencie, gdy naprawdę potrzebowałam jego wsparcia. Pokazał mi, że nic dla niego nie znaczę Nic. I nasze małżeństwo jest fikcją. A dzieci? Też go nie obchodziły? – Mama, zjemy szybko obiad i lecimy, bo tata zabiera nas na trening! – powiadomili mnie radośnie chłopcy, ledwo wbiegli do domu. Wstałam jak automat i wyciągnęłam w lodówki wczorajszą fasolową. Nastawiłam zupę, naszykowałam talerze, pokroiłam chleb, wszystko wykonując bezmyślnie. Nic już nie miało dla mnie sensu. „Mam zadzwonić, prosić, by wrócił? – zastanawiałam się. – I co powiedział swojej matce? Ona zawsze uważała, że jestem złą partią dla Marka, nigdy mnie nie polubiła, pewnie się teraz cieszy. No trudno, jakoś to będzie”. Chłopców zabierał coraz częściej, ja zaś płakałam przez wiele godzin, nie wiedząc, co robić. Ze mną rozmawiał sporadycznie, dawał pieniądze na dom i dzieci, ale nie pytał o nic. Przestałam go kompletnie interesować. Dlaczego? Nie mogłam się z tym pogodzić, lecz chyba nie miałam innego wyjścia. Nauczyłam się za to wykorzystywać czas, kiedy zostawałam sama. Relaksowałam się, biorąc gorącą kąpiel, na co wcześniej nigdy nie było szansy, bo dzieci to, dzieci tamto, bo mąż. Zaczęłam czytać książki, nadrobiłam zaległości towarzyskie, wychodząc do koleżanek. Trochę odżyłam. Tylko wieczorem, tuż przed snem, było mi nieswojo. Smutno… Aż pewnego dnia, gdy już straciłam nadzieję na to, że możemy być jeszcze razem, czekał na mnie przed sklepem. – Marek? Co ty tu robisz? – zapytałam, nawet nie ukrywając zdziwienia. – Czekam na swoją żonę – odpowiedział i wręczył mi bukiet róż. Były piękne, różowe. Spojrzałam na niego zaskoczona. – Z jakiej to okazji? Nagle przypomniałeś sobie, że masz żonę? – Daguś, przecież to ty chciałaś zmienić coś w naszym życiu. Nie potrafiłem tego zrozumieć, ale moja mama mi to wreszcie wyjaśniła. – Mama? To chyba ostatnia osoba, po której mogłabym się tego spodziewać. – Wiem, że nie zawsze była dla ciebie miła, ale to prawda. Z jej pomocą zrozumiałem, że nie byłem… idealny. – I co dalej? – Jeżeli się zgodzisz, to chciałbym do ciebie wrócić. Będę pomagał w domu, może nie we wszystkim, ale kilka prostych dań mama nauczyła mnie przygotowywać, w sprzątaniu też mogę pomóc – puścił do mnie oko. – Przecież nie lubisz sprzątać. – A ty lubisz? No właśnie! A jednak to robisz. Dajmy sobie drugą szansę, dla siebie, dla dzieci. Proszę. – Możemy spróbować… – odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Jak ja za nim tęskniłam! Łzy pojawiły się w moich oczach znienacka, a Marek szybko otarł je wierzchem dłoni. – Nie płacz, Daguś. Nie chciałem cię zranić, przepraszam. Teraz już wszystko będzie dobrze, może nie do końca idealnie, ale dobrze na pewno. Moja w tym głowa! Uwierzyłam mu. I nie żałuję! Czytaj także:„Babcia zwabiła dziadka na pęto kiełbasy i skończyli przed ołtarzem. To napawa mnie nadzieją, że na mnie też czeka miłość”„Mój facet ogląda się za młodymi dziewczynami i cyka obcym babkom fotki z ukrycia. A ja, głupia, chciałam za niego wyjść”„To moja wina, że syn sięgnął dna. Serce mi się kraje, gdy wnuczek donosi, że tatuś znów spał na podłodze” CYTATArt. 216. § 1. Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła,podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.§ 2. Kto znieważa inną osobę za pomocą środków masowego komunikowania,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.§ 3. Jeżeli zniewagę wywołało wyzywające zachowanie się pokrzywdzonego albo jeżeli pokrzywdzony odpowiedział naruszeniem nietykalności cielesnej lub zniewagą wzajemną, sąd może odstąpić od wymierzenia kary.§ 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.§ 5. Ściganie odbywa się z oskarżenia prywatnego. FORUM PORTALU warto rozmawiać... Moj maz wraca z terapii, co dalej???? Autor Wiadomość Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Nie 27 Mar, 2011 21:44 Moj maz wraca z terapii, co dalej???? Witam. Jestem Alicja, mam 34 lata i jestem wspoluzalezniona. Moj maz za 3 tygodnie wraca z terapii zamknietej, a ja zaczynam panikowac... Ale po kolei. Znamy sie z moim mezem 8 lat. Zawsze niepokoil mnie jegostosunek do uzywek. Niby nie pil duzo ani czesto, ale nie jest dla mnie normalne gdy dorosly czlowiek juz od srody cieszy sie , ze w sobote wypije. Dwa lata temu, nasze malzenstwo nagle strasznie sie pogorszylo. Nie bylo klotni ani awantur. Mojemu mezowi przestalo po prostu na czym kolwiek zalezec. Lezec na kanapie i wszystko miec gdzies - to bylo jego zajecie. Gdy postanowilam odejsc przyznal mi sie do uzaleznienia. Nie byl to alkohol, ale leki opioidowe. Tu dodam, ze od tygodni siedze w internecie i czytam o wspoluzaleznieniu, probujac znalezc cos odpowiedniego dla mnie. To forum mnie zachwycilo i mysle ze rodzaj uzaleznienia nie ma tu znaczenia, ja moze nie obwachiwalam, tylko zagladalam w zrenice, a tak to te same problemy... No i postanowilam zostac z moim mezem i sprobowac. Na poczatku naszej drogi bylismy strasznie naiwni. Wiedzielismy, ze nie obejdzie sie bez terapii, NA, terapia ambulantna. Gdy pierwszy raz zlapalam go na braniu, powiedzialam o problemie jego rodzicom i moim, kupilam drugi kosz do lazienki, skonczylo sie pranie, prasowanie, obiadki do pracy. Myslelismy ze "jak kocha to przestanie", w naszym przypadku zadziala. Probowalam kontroli - co przynosilo odwrotny skutek i w koncu decyzja - terapia zamknieta, zmiana pracy (w pracy maz mial dostep do lekow). No i teraz wyglada to tak - maz od trzech miesiecy jest w osrodku zajmujacym sie uzaleznieniami (wszelkimi). Umowilismy sie, ze zrobimy sobie przerwe i zajmiemy sie soba- zapisalam dzieci na basen, zmienilam fryzure, kupilam kosmetyki, nowe ciuchy, wychodze, umawiam sie z ludzmi, odzylam. Od pewnego czasu dzwonimy do siebie. Moj maz jest hmm.. inny. Bardzo duzo pracuje nad soba, wyciaga z tej terapii co sie da. Nie wydaje mi sie ze sa to tylko slowa. Rzucil np. palenie - aby aktywnie walczyc z nalogiem i cala teorie przerzucac na praktyke. Juz teraz zlozyl papiery do urzedu zdrowia aby nie miec przerwy i od razu wpasc w terapie ambulantna, zlozyl wypowiedzenie w pracy. Wszystko wyglada dobrze. Ostatnio mial trzy dni urlopu i byl w domu. Nie umiem nie patrzyc mu w oczy, ciagle automatycznie sprawdzam mu zrenice, gdy wychodzi wyrzucic smieci mam ochote go obwachac (gdy nie mial lekow pil po kryjomu). Co robic? Moj maz twierdzi, ze najwazniejsza jest rozmowa, nie dusic w sobie zlych emocji i na biezaco rozmawiac. Boze, tylko po tych wspolnych dniach okazalo sie ze tych emocji jest we mnie wiecej niz myslalam. Boje sie ze go nimi przytlocze... Jak to przetrwac??? Przez rok szarpalam sie, zagubilam, wazny byl on i jego problemy, schudlam, postarzalam sie. Teraz odnalazlam na nowo chec do zycia, spokoj, cierpliwosc do dzieci. A on ma wrocic... Marzylam przez rok o trzezwym mezu, a jak ma wrocic boje sie. jerry przyjaciel forum Pomógł: 177 razyDołączył: 21 Maj 2008Posty: 9202 Wysłany: Pon 28 Mar, 2011 07:27 Hej Alka Zajęłaś się sobą, ale tak ... powierzchownie. Fryzura, kosmetyki i basen dla dzieci są dobre dla poprawienia sobie samopoczucia, ale nic nie robią z tym co tkwi w środku. Przypudrowałaś tylko problem i on teraz wyłazi na wierzch, a ty się boisz. Mają swoją terapię uzależnieni, mają też osoby im bliskie. Tam uczą się jak żyć bez strachu przed każdym dniem u boku uzaleznionego męża/żony. Pozdrawiam - Jerry Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Pon 28 Mar, 2011 09:49 No wlasnie terapia. Z tym niestety mam problem. Mieszkam w Niemczech i bariera jezykowa jest dla mnie przeszkoda. Owszem dogadam sie, ale nie wyobrazam sobie terapii ze slownikiem na kolanach. No nic, w sobote jade do meza na seminarium dla rodzin i tam wyprobuje swoje zdolnosci jezykowe... Moze jest lepiej niz mi sie wydaje? Kilka miesiecy temu nie wyobrazalam sobie, ze dam rade sama przez tak dlugi okres. Dalam. A na razie czytam, rozmawiam, szukam. Dlatego tez jestem tu na forum i na razie probuje korzystac z wiedzy innych "terapeutowanych". I mam nadzieje na troche wsparcia i na rozjasnienie metliku w glowie. Czy ktos moze polecic mi literature - bo na razie korzystam glownie z internetowej - ale to sa raczej broszury i artykuly, ktore te broszury cytuja... Pozdrawiam- Alka jobael[Usunięty] Wysłany: Wto 05 Kwi, 2011 22:05 Alka napisał/a: Nie byl to alkohol, ale leki opioidowe. Tu dodam, ze od tygodni siedze w internecie i czytam o wspoluzaleznieniu, probujac znalezc cos odpowiedniego dla mnie. To forum mnie zachwycilo i mysle ze rodzaj uzaleznienia nie ma tu znaczenia, ja moze nie obwachiwalam, tylko zagladalam w zrenice, a tak to te same problemy.. Każde uzależnienie, to takie same mechanizmy. Trudniej jest jednak gdy jest uzależnienie krzyżowe /leki i alkohol/, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Napisałaś, że mężowi bardzo zależy na odstawieniu wszelkich uzależnień i rzucił także palenie,, co moim zdaniem świadczy o jego determinacji. Alka napisał/a: Teraz odnalazlam na nowo chec do zycia, spokoj, cierpliwosc do dzieci. A on ma wrocic... Marzylam przez rok o trzezwym mezu, a jak ma wrocic boje sie. To normalne, że czujesz niepokój. Poukładałaś sobie życie po swojemu, a tu mąż wraca i przed Wami wielka niewiadoma. Jeśli jednak dałaś mężowi szanse przed leczeniem, to tym bardziej teraz, gdy być może trwale uporał się ze swoimi uzależnieniami. Jednak niebezpieczeństwo powrotu istnieje i myślę, że mąż nie zakończy swojego leczenia na tym, które kończy. Powinien iść dalej i wciąż się 'udoskonalać'. Na to potrzeba dużo czasu, żebyście oboje nauczyli się żyć po nowemu. Fatalnie składa się, że Ty nie możesz korzystać równolegle z pomocy fachowej, bo to o czym napisałaś wygląda na duże współuzależnienie. Mam jednak nadzieję, że sobie poradzicie. Pozdrawiam. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Śro 06 Kwi, 2011 10:49 Alka napisał/a: Czy ktos moze polecic mi literature - bo na razie korzystam glownie z internetowej na początek: "Małżeństwo na lodzie" "Koniec współuzależnienia" Melody Beattie "Potęga podświadomości" J Murphy Ale tez dobre są książki: "Bunt ciała" "Kobiety, które kochają za bardzo" "Toksyczne namiętności" Dużo ciekawych arykułów pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Śro 06 Kwi, 2011 21:00 Dzieki za literature, na poczatek zamowilam "malzenstwo na lodzie". Jestem wlasnie po trzydniowym seminarium dla rodzin. Bylo to dla mnie niesamowite uczucie. Mialam ogromny stres zwiazany z bariera jezykowa- i zupelnie nie potrzebnie. Przez pierwsze 2 miesiace terapii meza, zrobilismy sobie przerwe. Ale od pewnego czasu duzo rozmawiamy i wlasciwie wydawalo mi sie, ze niczym sie nie zaskoczymy. Jednak mowienie bezposrednio do siebie przy innych, ktorzy moga podzielic sie swoimi spostrzezeniami - to co innego. I szczerosc. Koniec okresu ochronnego. Moj maz wykonal w klinice kawal roboty, widze jego chec zmiany i...ogromny strach przed odpowiedzialnoscia. Najwiecej przestraszylo go moje postanowienie o zaprzestaniu kontroli i szantazu (jeszcze raz i cie zostawie). Robilam to przez ostatni rok czesto, za czesto... jobael napisał/a: Fatalnie składa się, że Ty nie możesz korzystać równolegle z pomocy fachowej, bo to o czym napisałaś wygląda na duże współuzależnienie. No i po tym seminarium znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. To na poczatek. Jestem bardzo swiadoma swoich problemow, doskonale tez wiem co powinnam robic i jak sie zachowac w roznych sytuacjach - ale wiedziec - a robic to - to dwie rozne sprawy i do tego potrzebuje wsparcia. Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? jobael napisał/a: Jednak niebezpieczeństwo powrotu istnieje i myślę, że mąż nie zakończy swojego leczenia na tym, które kończy. Powinien iść dalej i wciąż się 'udoskonalać'. Maz wraca na terapie ambulantna, ktora mial przed stacjonarna - raz w tygodniu terapeuta i grupa, do tego wyjazdy, zajecia sobotnie - to ma zapewnione przez rok, co potem to jeszcze nie wiemy - czy NA, czy cos wiecej. Po tym seminarium jestem jakas spokojniejsza, i pewniejsza siebie. Pierwszy raz powiedzialam NIE kontroli i presji i terapeta zapowiedzial, ze przez dwa tygodnie beda to przerabiac. I zaczelam cieszyc sie na jego powrot... jobael[Usunięty] Wysłany: Czw 07 Kwi, 2011 20:05 Alka napisał/a: I zaczęłam cieszyc sie na jego powrót... Może zaskoczył i już będzie inne życie. Inne ale wcale nie łatwiejsze, bo trudna droga przed Wami. Powodzenia. Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Sob 09 Kwi, 2011 23:28 Alka napisał/a: znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. To na poczatek. Jestem bardzo swiadoma swoich problemow, doskonale tez wiem co powinnam robic i jak sie zachowac w roznych sytuacjach - ale wiedziec - a robic to - to dwie rozne sprawy i do tego potrzebuje wsparcia. Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? Cześć Alka, jak wypadło spotkanie w piątek? Co do tego, czy AA czy terapeuta, może spróbuj pochodzić i tu, i tam, a potem zdecydujesz, co daje ci jedno i drugie (lub oba na raz, jeśli dasz radę). Ja wybrałam tylko terapię, to było jak balsam dla zbolałej duszy i to nie tylko ze względu na alkoholizm męża, ale i z powodu starych ran z przeszłości. Terapia to trochę taka szkoła życia: uczymy się rozpoznawać, nazywać i wyrażać swoje uczucia, zaczynamy brać odpowiedzialność za to, co się z nami i wokół nas dzieje, doroślejemy... po prostu same pozytywy. Pozytywne zmiany z pewnością zaowocują też w zważ, że Twój mąż przechodzi przemianę. Przestanie mieć "zespół odstawienny", więc i Ty mogłabyć zmienić się w taki sposób, żeby "zespół abstynencji" nie był destrukcyjny dla związku, czyli żebyś swoimi zachowaniami nieświadomie nie podtrzymywała tego, co powinno się już skończyć. I jeszcze to, co napisałaś: wiedza to jedno, ale umieć tę wiedzę i co najważniejsze mieć odwagę ją zastosować, to już zupełnie inna para kaloszy! _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." Ostatnio zmieniony przez Ameise Sob 09 Kwi, 2011 23:35, w całości zmieniany 1 raz Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Pon 11 Kwi, 2011 21:25 Ameise napisał/a: jak wypadło spotkanie w piątek? Piatkowe spotkanie niestety nie wypalilo, bo moje dzieciaczki (3 i 6 lat), pochorowaly sie okropnie i nikt nie mial ochoty z nimi zostac (choroba zamienia je w male, marudzace diabelki, wiec sie nie dziwie... ). W ten piatek tez nie dam rady, bo ide na spotkanie mlodych mamus (naleze z moja corka do takiej grupy - raz w tygodniu spotykamy sie z dziecmi i mamy zajecia (i plotki ). I tym razem spotykamy sie wieczorem bez dzieci. Dla mnie to okazja do wyjscia ze skorupy, nawiazania znajomosci -czyli tez troche jak terapia. A za dwa tygodnie Wielki Piatek, i w Niemczech jest to dzien wolny - i tak niestety troche mi sie opoznia moja terapia. Ale dzialam. Nie siedze w miejscu i co krok sobie uswiadamiam ogrom mojego wspoluzaleznienia. Wczoraj powiedzialam mojemu mezowi : tylko nie zapomnij zadzwonic do pracy wziac urlop do konca miesiaca (od pierwszego zmienia prace) i odrazu wlaczyla mi sie czerwona lampka(kobito: on jest dorosly!!!). Nie jest latwo wykorzenic stare nawyki, ale przynajmniej natychmiast sie zorientowalam i poprosilam, aby mi zwracal uwage jak mu matkuje...Ale mam tez rozne dylematy. Mysle o sobie, staram sie stawiac moje potrzeby na pierwszym miejscu (gdy dzwoni maz opowiadam o tym co sie u nas wydarzylo a nie pytam jak jeszcze niedawno: jak sie czujesz ? Co u ciebie)... Ale czasem zadaje sobie pytanie gdzie konczy sie zdrowe dbanie o siebie i swoje potrzeby a zaczyna niezdrowy egoizm??? Moj maz wraca w piatek, a ja wychodze sobie do kolezanek. Jaki komunikat przekazuje? Czy: to dla mnie wazne, uszanuj to, czy moze: mam cie gdzies? Ten dylemat rodzi kolejny: zadaje sobie to pytanie bo: jestem kochajaca zona? czy dlatego, ze znowu gore bierze moje wspoluzaleznienie? I jestem w kropce. Isc czy nie isc? Oto jest pytanie! W kazdym razie w tym miejscu chce podziekowac tym, dzieki ktorym to forum istnieje, bo mi bardzo ono pomaga. Czytam wieczorami rozne historie, ktore czasami brzmia jak moja, czasami gorzej, czytam o silnych kobietach, ktore sobie radza, o uzaleznionych, ktorzy nie pija i o tych ktorym kolejny raz sie nie udalo. Biore z tych historii co tylko moge dla siebie. Dzieki Wam zadaje sobie rozne pytania i nie musze popelniac wszystkich bledow i za to bardzo, bardzo dziekuje. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 12:12 Wkurzyłam się na ciebie. Alka napisał/a: Moj maz wykonal w klinice kawal roboty, a ty??? nic!!! Alka napisał/a: W ten piatek tez nie dam rady, bo ide na spotkanie mlodych mamus 6lat starsze dziecko a ty..... młoda mamusia???? Żartujesz, prawda???? Alka napisał/a: znalazlam sobie grupe dla wspoluzaleznionych Al Anon, w piatek ide na pierwsze spotkanie. .....Czy taka grupa wystarczy? Czy powinnam miec terapeute? al-anon to jak.... "opatrunek" na... złamaną nogę. Terapeuta - prawidłowe złożenie kości, gips, leki- czyli konkretne leczenie. Alka napisał/a: Moj maz wraca w piatek, a ja wychodze sobie do kolezanek. Alka napisał/a: I jestem w kropce. Isc czy nie isc? iść!!!! najlepiej na terapię, albo chociaż na ..... alanon!!!!!!!!!!!!! pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:00 Halo Kahape. Jak bedziesz wyrywac moje zdania z kontekstu, to zawsze znajdziesz powod zeby sie na mnie zdenerwowac. Dwa miesiace temu, nie wiedzialam co to jest wspoluzaleznienie i ze to sie leczy. Jak sie w tym siedzi - to wszysko wydaje sie oczywiste - ale dla mnie to jest nowe. Bylam na seminarium dla rodzin, zamowilam ksiazki, szukam informacji juz nie o chorobie mojego meza i o tym jak mu pomoc - ale o tym jak sobie pomoc, znalazlam grupe, staram sie pracowac nad soba. Moze inni robia wiecej, ale ja jestem na poczatku i dlatego tez jestem tutaj i pytam. Zdalam sobie sprawe z mojego wspoluzaleznienia i nie zostawiam tego tak sobie. To nie jest nic. kahape napisał/a: al-anon to jak.... "opatrunek" na... złamaną nogę. Terapeuta - prawidłowe złożenie kości, gips, leki- czyli konkretne leczenie. Gdy czytam tu rozne wypowiedzi - czasem mam metlik w glowie - mam wrazenie, ze Al Anon dla wielu jest terapia i to jedyna - stad moje pytanie. Odpowiedzialas. Dziekuje - poszukam terapeuty. Cytat: 6lat starsze dziecko a ty..... młoda mamusia???? Żartujesz, prawda???? Nie nie zartuje. Na grupie jest tylko jedna mlodsza odemnie mama. Mamy maksymalnie trzyletnie dzieci (te najmlodsze) i czujemy sie mlode... Nie wiem czemu akurat to stwierdzenie Cie wkurzylo. Moje wyjscie - przez lata nigdzie nie wychodzilam. Jest to dla mnie wazne. I trudne. Trudniejsze niz Al Anon. Bo na Al Anon wiem o czym mowic, nalogi, wspoluzaleznienie to moje zycie. Ale tak sobie rozmawiac... jak to sie robi? Dzisiaj sie dowiedzialam, ze w listopadzie zmarla 12 letnia corka moich sasiadow, a ja nie zauwazylam, ze jej juz nie ma. Tak sie zamknelam. Dla mnie nie sa to tylko plotki ale rozbijanie mojej skorupki. Nie znam tu nikogo (przeprowadzilismy sie niedawno) i jestem samotna, bardzo samotna... Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:26 Alka, Twoje "trzeźwienie" musi być dla Ciebie priorytetem, potem reszta, czyli spotkania z młodymi mamami i wszystko inne, które oczywiście też jest ważne. Ale Twoje wyzdrowienie ist die höchste Priorität. Na terapii podpisuje się dlatego tzw. kontrakt. Chodzi o to, że zobowiązujesz w ten sposób samą siebie do zrobienia wszystkiego, aby wyzdrowieć. Często ludzie wymyślają sobie 1000 powodów, dla których rzekomo "nie mogą" chodzić. Sama tak na początku miałam, nie rozumiałam, co terapia miałaby mi dać patrz wątek u góry strony "Co Cię skłoniło do pójścia na terapię". Ale kiedy się zorientowałam, że to jest moja ostatnia i jedyna deska ratunku przed popadnięciem w obłęd, doprowadziłam do przeorganizowania planu pracy kilku osób, żebym tylko mogła uczestniczyć w zajęciach.:-) Więc to jest tak, że kto chce szuka sposobu, a kto nie chce szuka powodu... Jak już się troszkę poterapeutyzujesz, to odpowiedź na swoje "szekspirowskie" pytanie typu oraz wykładnię znaczeniową swojej decyzji znajdziesz w sobie. BTW oczywiście IŚĆ na spotkanie AA i znaleźć terapeutę. _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Wto 12 Kwi, 2011 14:49 Alka napisał/a: Bo na Al Anon wiem o czym mowic, nalogi, wspoluzaleznienie to moje zycie. na terapii nie będziecie rozmawiać o alkoholiźmie... To nie jest twoja sprawa, twój problem tylko męża. Na twojej terapii będziesz najważniejsza tylko i wyłącznie.... TY SAMA!!!! To.... piękne uczucie, zapewniam cię. Alka napisał/a: jestem samotna, bardzo samotna... przestaniesz być samotna. Czego ci bardzo życzę i pozdrawiam _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 17:04 Witam wszystkich. Dawno mnie tu nie bylo, duzo sie przez ten czas wydarzyło. Ale już znam odpowiedź na moje pytanie w temacie. Co dalej??? Jak tylko mąż wszedł do domu zrobił sobie kawe, prze całą terapię pił tylko herbaty owocowe. Tydzien po terapii pierwszy zakup alkoholu. Bez paniki z mojej strony, spokojna rozmowa, dlaczego, co sie wydarzyło jak temu zapobiec, rozmowa z terapeutą (mąż rozmawiał ze swoim, ja ze swoim - bo ostatecznie postarałam sie o własnego). Niestety mogłam tylko patrzeć, jak mąż wraca w stare ramy, nie patrzenie w oczy, unikanie rozmów, wchodzenie przez ogródek, pobudzenie, wycofywanie się. Byłam bezradna. Pierwszy raz w życiu nie kontrolowałam, nie przeszukiwałam rzeczy, chociaż wiedziałam.... Półtora miesiąca po terapii mój mąż poszedł z dziećmi do sklepu. Niósł córke na barana, syna trzymał za rękę gdy dostał ataku epileptycznego. Szczęsciem, córka wpadła w żywopłot. Syn krzyczał, mój tatuś nie żyje. A on przedawkował lek opioidowy. Załamałam się... Wpadłam w czarną dziurę. Nic nie pomagało, znowu kłamstwa, nie przyznawanie się, moje wątpliwości, jego przysięgi, łzy. Przypadkiem, w koszu na bieliznę, znalazłam papierosy. Gdy się go zapytałam czy pali, patrząc mi w oczy powiedział zdecydowane NIE. Wątpliwości opadły. Usiadłam przy komputerze i zamówiłam trzy bilety na samolot. Od dwóch tygodni jestem w Polsce, z trzema walizkami, na dwóch pokoikach u rodziców. Znalazłam psychiatrę, który polecił mi dobrego terapętę dla współuzależnionych. Mam pracę, przedszkole dla dzieci, prawnika. Na razie ulga nie przyszła, wiem, że zrobiłam dobrze, że dzieci są bezpieczne, psychiatra nazwał mnie ofiarą przemocy psychicznej i powiedział, że wyrwałam dzieci z narkomańskiego domu. Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Ameise przyjaciel forum Pomogła: 166 razyDołączyła: 15 Sty 2009Posty: 1729Skąd: Warszawa Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 20:06 Alka, brawo! Nic lepszego nie mogłaś zrobić. Doprawdy. Rozumiem, że to bardzo boli, że masz ogromne poczucie krzywdy, ale nie miałaś innego wyjścia. Alka napisał/a: wyrwałam dzieci z narkomańskiego domu. Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Co chcesz przez to powiedzieć? Że jeszcze za mało się stało? Potrzebne Ci byłoby jeszcze większe nieszczęście, żebyś dopiero wtedy przestała mieć poczucie, że ratujesz w ten sposób siebie i dzieci? _________________"Istotą wielkości jest umiejętność wyboru pełni życia w sytuacjach, gdy inni wybierają obłąkanie". "Obłęd: powtarzać w kółko tę samą czynność oczekując innych rezultatów." Agrafka przyjaciel forum Pomógł: 5 razyDołączył: 21 Wrz 2008Posty: 324 Wysłany: Sob 25 Cze, 2011 22:37 Alka napisał/a: Zrobiłam dobrze, dla mnie i dzieci. Wiem to. Ale gdzieś w głębi duszy.... Miałam podobne odczucia. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Wiedziałam ze zrobiłam dobrze, ale jakbym w pełni świadoma tych decyzji nie była. Z czasem przyszedł do mnie spokój, pewność i jasność myślenia. Widze ze jestes obstawiona pomocą i masz zaplecze. To dobrze. Trzymaj sie ludzi. Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Nie 26 Cze, 2011 14:33 Agrafka napisał/a: Miałam podobne odczucia. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Wiedziałam ze zrobiłam dobrze, ale jakbym w pełni świadoma tych decyzji nie była. U mnie tak zadziałał instynkt samozachowawczy. Właśnie tak się czuję. Nie do końca świadoma swoich decyzji. Słucham psychiatrę, który mówi o przemocy psychicznej, o mężu narkomanie, o patologii. I jakoś nie dociera do mnie, że to o mnie mowa. Chyba tak długo w tym tkwiłam, że to dla mnie "norma". Nałogowiec narkoman - to ktoś brudny, z ulicy, bez pracy, pieniędzy, oszołomiony. A mój mąż jest inteligentnym, przystojnym, pracującym facetem, który ma problem. Tak to we mnie tkwi. A to przecież bzdura kompletna. Ten inteligentny facet - kłamie, manimupuje, wykorzystuje. Nie bije, ale manipulacją niszczy mnie od środka, pozbawia energii i chęci do życia. Teraz wydzwania i mówi jak mu źle bez nas, że ma totalny dół i nie chce mu się żyć. A ja? A ja nie śpię trzy noce, bo mu powiedziałam, że nie żałuję swojej decyzji. Ze nie chce dłużej narażać dzieci żyjąc z narkomanem. Na co on. Dziękuję, tego mi było potrzeba, usłyszeć jakim jestem dnem. Teraz czuję się jeszcze gorzej. No nic. Po to postarałam się o terapeutę, żeby pomógł mi przez to przejść. Żebym uwierzyła w to co i tak już wiem. Nie jestem odpowiedzialna za mojego męża Nie jestem winna jego problemom Nie jestem winna rozpadowi małżeństwa To jest najlepsze rozwiązanie dla dzieci Jestem wartościowym człowiekiem Mam siłę Dam radę!!!!! Ale wiedzieć a uwierzyć w to....Długa droga przede mną... kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Nie 26 Cze, 2011 15:23 Szkoda, że wrócił do nałogu. Nie skorzystał z szansy na nowe życie. Cóż, może to nie był jego czas..... Alka napisał/a: Teraz wydzwania i mówi jak mu źle bez nas, że ma totalny dół i nie chce mu się żyć. było nie ćpać/nie chlać Alka napisał/a: że nie żałuję swojej decyzji. Ze nie chce dłużej narażać dzieci żyjąc z narkomanem. popieram!!! Masz prawo cieszyć się z życia! Bawić się!! Wychowywać swoje dzieci w spokoju i w radości!! Alka napisał/a: Nie jestem odpowiedzialna za mojego męża Nie jestem winna jego problemom mąż jest po terapii, wyuczony, wie wszystko -co i jak? Niech sobie radzi. Alka napisał/a: Jestem wartościowym człowiekiem Mam siłę Dam radę!!!!! Ale wiedzieć a uwierzyć w to... jak to mówiła moja terapka -Na początku jest myśl!!! Powtarzać codziennie aż nauczysz się na pamięć!! Wtedy tak się stanie!!! Dlaczego? Bo ty będziesz tego chciała!! A jeżeli ktoś czegoś chce, pragnie bardzo mocno.... Będzie dobrze. Jesteś silna i mądra babka. pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Alka przyjaciel forum Dołączyła: 27 Mar 2011Posty: 11 Wysłany: Śro 29 Cze, 2011 18:06 Wczoraj byłam na terapii. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z moją terapeutką, aż stwierdziła, że jeżeli o mnie chodzi, to pozostaniemy na sesjach indywidualnych, bo w grupie współuzależnionych nie ma ani jednej kobiety które odeszła od męża, więc rozmawiają tam o tematach które mnie nie dotyczą. Nie daje mi to spokoju. Gdzies czai się myśl, że może za szybko się poddałam. Mój jest uzależniony nie tylko od alkoholu, ale tez od opioidów, rokowania są dużo dużo gorsze niż w przypadku alkoholu. Przez rok, który mu dałam, nic się nie zadziało. Brał codziennie, konspirował się coraz bardziej, jak nie brał to pił, a ja po prostu nie dałam rady. Myślę, że przez ten rok - tak na prawdę, to tylko ja chciałam żeby przestał, a on tylko udawał, że jest gotowy. Pić szampana dwa dni po czteromiesięcznej terapii??? To jest gotowość??? On jest synem alkoholika, który dopiero od kilku lat jest suchy. Jego matka, od 30 lat, zostawia go i wraca... Wielokrotnie rozmawialiśmy na temat podobieństwa naszych związków i o tym, że ja nie jestem jego matką i nie dam się wciągnąć w tę grę. Teraz jego mama się nim zaopiekowała, tak jak opiekuje się ojcem. Gotuje, pierze mu, kupuje jedzenie, dwa dni po moim wyjeździe dostał rower za 2000 zł, żeby sobie jeździł to przestanie brać... Jak ja byłam w domu, to nie interesowała się nim zupełnie... Zostawiłam go bo już nie był moim mężem, łączyły nas jakieś patologiczne zależności. Czułam się trochę jak "wszywka"- dzięki mnie nie popłynął. Sama moja obecność była dla niego kontrolą. A ja chciałam być partnerem, kimś z kim dzieli się myślami, imtymnością, mieć kogoś o kogoś będę dbała i mieć kogoś kto dba o mnie. Zostawiłam go też po to, żeby się ogarnął, dorosnął, zadbał o siebie, odnalazł siebie. Jest mi przykro, bo to nigdy nie nastąpii. Ja nie będę miala już męża i to wiem. Ale chciałabym żeby kiedyś dzieci miały ojca... Wiecie co. 1000 km, to ciągle mało...Wyrzucić kogoś ze swojego życia - jest łatwo, z głowy, to już inna historia. kahape napisał/a: Będzie dobrze. Jesteś silna i mądra babka. Potrzebuje to częto słyszeć. kahape przyjaciel forumkoalka Pomogła: 146 razyWiek: 64 Dołączyła: 13 Maj 2007Posty: 3251 Wysłany: Czw 30 Cze, 2011 09:58 Alka napisał/a: Potrzebuje to częto słyszeć. masz jak w banku Alka napisał/a: 1000 km, to ciągle mało...Wyrzucić kogoś ze swojego życia - jest łatwo, z głowy, to już inna historia. spoko, pomalutku. Dopiero co przewróciłaś swoje życie do góry nogami. Alka napisał/a: Wczoraj byłam na terapii. Bardzo dobrze rozmawiało mi się z moją terapeutką, aż stwierdziła, że jeżeli o mnie chodzi, to pozostaniemy na sesjach indywidualnych o! i tu właśnie będziesz zmieniać ustawienia w swojej głowie. Alka napisał/a: Gdzies czai się myśl, że może za szybko się poddałam. tak? za szybko??? Może trzeba było jak teściowa przeżyć z takim człowiekiem 30lat?? Alka napisał/a: Przez rok szarpalam sie, zagubilam, wazny byl on i jego problemy, schudlam, postarzalam sie. to był "tylko" rok! Gdybyś została, dzieci nie miałyby..... ani ojca ani matki. Staniesz na nogi , podniesiesz własne poczucie wartości , zaczniesz żyć , i wtedy zobaczysz.... co prezentuje twój mąż. Będzie dobrze. "Stare" już nie wróci. pozdr _________________"NIKT NIE NADEJDZIE" Nie pojawi się nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje życie, rozwiąże moje problemy. Jeżeli sam czegoś nie zrobię, nic się nie polepszy. Nathaniel Branden Wyświetl posty z ostatnich: Nie możesz pisać nowych tematówNie możesz odpowiadać w tematachNie możesz zmieniać swoich postówNie możesz usuwać swoich postówNie możesz głosować w ankietachNie możesz załączać plików na tym forumMożesz ściągać załączniki na tym forum Dodaj temat do UlubionychWersja do druku Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Więcej wierszy na temat: Miłość « poprzedni następny » Włosy tęskne Twojego dotyku, nie warte nic gdy Cię nie ma w pobliżu. Skóra tęskna Twego zapachu, Życie pozbawione smaku, Gdy Cię nie ma... Nie ma sensu nic, Tylko z Tobą żyć. Czuję się jak widz, I nie znaczę nic, Gdy Cię nie ma... Napisany: 2011-12-31 Dodano: 2012-01-09 15:59:58 Ten wiersz przeczytano 413 razy Oddanych głosów: 4 Aby zagłosować zaloguj się w serwisie « poprzedni następny » Dodaj swój wiersz Wiersze znanych Adam Mickiewicz Franciszek Karpiński Juliusz Słowacki Wisława Szymborska Leopold Staff Konstanty Ildefons Gałczyński Adam Asnyk Krzysztof Kamil Baczyński Halina Poświatowska Jan Lechoń Tadeusz Borowski Jan Brzechwa Czesław Miłosz Kazimierz Przerwa-Tetmajer więcej » Autorzy na topie kazap Ola Bella Jagódka anna AMOR1988 marcepani więcej » Czujesz, że ten temat Cię dotyczy? Umów się na wizytę z naszym specjalistą! 22 490 44 12 Kiedyś zdawało ci się, że jesteście dla siebie idealni, a dziś cierpisz na brak szacunku w związku? Aż trudno ci uwierzyć, jak wiele się zmieniło a codzienne poniżanie ze strony partnera męczy cię do tego stopnia, że zastanawiasz się, czy wasza relacja nadal ma sens, a jeśli tak, to jak przywrócić dawne uczucia, pozytywne emocje i szacunek w związku? Przeczytaj, co możesz zrobić, by sobie pomóc. Pamiętasz jak się poznaliście? W brzuchu szalały motyle, byliście dla siebie jak książę i księżniczka z najpiękniejszej bajki, prawie doskonali, jakby zupełnie bez wad (lub z wadami tak niewielkimi, że w niczym nie przeszkadzały one fascynacji, którą oboje przeżywaliście wręcz bezgranicznie). Teraz, po latach, zastanawiasz się, co z tego pozostało? Czy pozostało cokolwiek? Gdzie jest ta dwójka, która jeszcze nie tak dawno idealna, dziś zmaga się by, choć byle jak, przetrwać ze sobą kolejny dzień? Szacunek w związku to podstawa Pierwsze zauroczenie zawsze musi minąć i zgodnie z zasadami psychologii miłości, nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie, to naturalny proces przechodzenia przez kolejne etapy miłości, która standardowo z fascynacji przeradza się w miłość kompletną a następnie przyjacielską. Co jednak jeśli – często obok innych problemów – pojawia się brak szacunku w związku? Szacunek w małżeństwie to jeden z podstawowych filarów udanej relacji. Polega na poszanowaniu odmienności, uczuć i godności drugiej osoby. Buduje samoocenę, wpływa na samopoczucie i poczucie spełnienia. Dlatego, gdy tylko zauważysz pierwsze przejawy braku szacunku w swoim związku, reaguj od razu. Nie daj się mu pogłębić, bo każdy dzień zwłoki tylko pogorszy sprawę. Twoje milczenie może zostać uznane przez partnera za przyzwolenie na pierwsze próby złego traktowania, takiego jak nie branie pod uwagę twoich potrzeb, brak uwagi czy poniżanie. Po czym poznać brak szacunku w związku? Zapewne najlepiej wiesz, po czym poznajesz, że twój partner nie traktuje cię tak jak kiedyś, że czujesz się przy nim jak ktoś gorszy, a twoja samoocena ciągle spada. Poniżej krótka lista kilku zachowań typowych dla sytuacji jaką jest poniżanie w związku: 1. Wieczne niezadowolenie Partner coraz częściej wyraża dezaprobatę wobec tego, co i w jaki sposób robisz. Np. pranie jest krzywo rozwieszone, talerze źle ułożone, nie jesteś tak umalowana albo ubrana jak należy 2. Brak wysłuchania Wasza komunikacja interpersonalna jest mocno utrudniona. Ciężko ci dokończyć jakąkolwiek myśl, bo partner wciąż przerywa, nie słucha lub wychodzi/ zajmuje się czymś innym, nie odpowiada na twoje pytania, nie reaguje na to co mówisz. 3. Ignorowanie Masz poczucie, że twoje argumenty i potrzeby od jakiegoś czasu są dalece na drugim planie, a jedyna słuszna racja leży po stronie partnera, twoje zdanie jest lekceważone i nie brane pod uwagę przy podejmowaniu decyzji 4. Przemoc psychiczna Czujesz, że partner obraża cię słownie, wyśmiewa cię i poniża, podkopując twoje poczucie własnej wartości (również w obecności osób trzecich), stosuje wobec ciebie wulgaryzmy 5. Przemoc fizyczna Zachowanie partnera staje się agresywne, dochodzi do rękoczynów, które zagrażają twojemu zdrowiu lub życiu „Mąż mnie poniża” – Co robić kiedy szacunek w związku przestał istnieć? Najważniejsze to zdobyć się na odwagę, by coś zmienić. Nikt inny, a właśnie ty możesz to zrobić! To naturalne, że może towarzyszyć ci obawa przed reakcją partnera, jednak nie robiąc nic pozwalasz sytuacji dryfować tylko w gorszą stronę. Stajesz się ofiarą, która nie daje w żaden sposób znać, że coś dzieje się nie tak i że nie ma na to twojej zgody. Co więc możesz zrobić, kiedy brak szacunku w związku bezpośrednio cię dotyczy? Na początek – spróbuj porozmawiać i jasno przedstawić, jak postrzegasz zachowanie partnera. Jeśli uda ci się doprowadzić do rozmowy, nazywaj rzeczy po imieniu – jeśli uważasz że to co robi partner to lekceważenie, ośmieszanie czy poniżanie, użyj dokladnie tych słów. Bardzo ważne jest też, by powiedzieć, jak się czujesz w efekcie takiego traktowania. Mów komunikatem „ja”, czyli opisuj siebie i swoje uczucia związane z tą sytuacją. Uświadom również partnera, jakie mogą być z twojej strony konsekwencje, jeśli jego zachowanie nie ulegnie zmianie. Jeśli w twoim przypadku brak szacunku w małżeństwie trwa od dawien dawna i nie masz poczucia, że istnieje jakakolwiek szansa na to by twoja rozmowa z partnerem mogła wpłynąć na zmianę jego zachowania, możesz spróbować namówić go na spotkanie z osobą trzecią, specjalistą który pomoże wam wspólnie spojrzeć na waszą relację. Dobry psychoterapeuta prowadzący terapię par umożliwi wam obiektywne spojrzenie na problem i merytoryczną rozmowę na neutralnym gruncie. Czasami warto również aby partnerzy uczestniczyli równolegle w psychoterapii indywidualnej. Ważne: Jeśli poniżanie w związku przybiera formę przemocy, nie pozostawaj z tym sam na sam. Działaj! Zgłoś się w odpowiednie miejsce, skorzystaj z telefonu zaufania, w celu uzyskania właściwej pomocy. Działaj! Cokolwiek postanowisz, pamiętaj, że tylko reagując dajesz sobie szansę na zmianę sytuacji, w której się znajdujesz. Jeśli chcesz skonsultować się ze specjalistą, zapraszamy do kontaktu z naszą Poradnią: recepcja@ lub 22 490 44 12. Jeśli czujesz, że ten problem Cię dotyczy, skontaktuj się z nami! Jedną ze skutecznych form pomocy może okazać się psychoterapia. Warszawa oferuje obecnie wiele możliwości działania w tym zakresie, z których na pewno warto skorzystać. Zapraszamy!

gdy maz ma cie za nic